images_blog_tatry-wrzesien-2013_slide_131

Pieniny, Tatry i znowu…

Opublikowano: 14 listopada 2013

Po fali turystów, która nawiedza Tatry w wakacyjne miesiące, wrzesień to już „luźniejszy” miesiąc, w sam raz na wypad w polską część gór. Początek był jak zwykle taki sam – co wybrać na pierwszy wschód słońca? Wybór padł na Wysoki Wierch w Pieninach – perspektywa jedynie 40-minutowego podejścia, po przejechaniu nocą około 220km z Rzeszowa, była naprawdę przyjemna. Do tego piękna panorama Tatr, Pienin i Spiskiej Magury.

Niewielka ilość mgły i piękne widoki już na starcie nastrajały wyłącznie pozytywnie. Dalej może być tylko piękniej. Po „zrobieniu” wschodu na wspomnianym już szczycie można było jechać dalej, by wcielać w życie założony, tatrzański plan.

W Zakopanym okazało się, że ilość turystów może jest i mniejsza niż w poprzednich miesiącach, ale wcale nie jest aż taka mała. Mimo wszystko, dosyć bezproblemowo udało się znaleźć bezpłatne miejsce parkingowe. Można było spokojnie ruszyć na dwa dni w góry. Pierwszy przystanek to zachód słońca na Czerwonych Wierchach. Pogoda doskonała, choć nie do końca fotogeniczna. No tak… zbliżał się ciepły front, a to nic dobrego oznaczać nie mogło. 

Tutaj zaczęły się schody, bynajmniej nie z powodu nocnego zejścia z gór. Zaplanowany nocleg w Schronisku na Hali Kondratowej okazał się niemożliwy. „Radosne” towarzystwo i perspektywa płacenia 20zł (!!!) za spanie na zewnątrz pod drzwiami schroniska skutecznie zniechęciły do pozostania. Zamiast odpoczywać i analizować plan na jutro, gratis” trzeba było przejść jeszcze jedną godzinę do Kuźnic i w środku nocy szukać noclegu. Następnego dnia niestety trzeba było zrezygnować ze wschodu słońca. Na pociechę został zachód słońca na Beskidzie. Coraz cieplejsze powietrze i chmury na zachodzie wskazywały, że załamanie pogody nastąpi już całkiem niedługo. Mimo wszystko pogoda wytrzymała jeszcze do następnego poranka. 

Trochę niezadowolona, że nie udało się zrealizować planu, zostawiłam Tatry i przeniosłam się z powrotem w Pieniny. Pamiętając zachód słońca z poprzedniego dnia, bez większych nadziei ruszyłam na Okraglicę. Ku mojemu zdziwieniu, na wschód słońca przyszły tylko dwie osoby. Szybko jednak zrezygnowały, bo wiał bardzo silny wiatr. Ostatnie spojrzenie na Tatry i trzeba było wracać do codziennej rzeczywistości miasta.