W drugiej połowie października przez 4 dni zwiedzałam z aparatem chorwacki półwysep Istria. Było niezwykle pusto i cicho mimo przyjemnego ciepła, soczystej zieleni i niemal wiosennych łąk pełnych kwiatów. Klimatyczne miasteczka nad Adriatykiem były uśpione, jakby już czekały co przyniesie sezon turystyczny w przyszłym roku. Jedyny większy ruch można było zaobserwować wokół plantacji drzew oliwnych, gdzie powoli zaczynały się zbiory.

Miau

Spacerując po małych miasteczkach takich jak np. Fažana, nie raz najłatwiej było spotkać koty (i to nawet w dużej liczbie). Piękne, zadbane i często oswojone przypomniały mi nie tak dawno widziany turecki dokument „Kedi – sekretne życie kotów”, o małych mieszkańcach ulic Stambułu.

Kici, kici…

Mimo dużej liczby Polaków, która co roku latem odwiedza całą Chorwację, koty wyraźnie nie odrobiły lekcji z języka polskiego. Nie reagują na polskie „kici, kici” lub doskonale ignorują, jakby nie było, obcy dla nich język. I jak tu się porozumieć? Cóż, jest jeden uniwersalny język… jedzenie. Zawsze działa.