Nie jestem morskim foto-wilkiem. Nie bywam nad Bałtykiem ani codziennie, ani w weekendy, raczej od święta i to od niedawna. Na wschodnie wybrzeże, które mam najbliżej, mam do pokonania niemal 600km. Mimo tego polubiłam tam bywać i fotografować.

Gór jednak nie zostawiam, poszerzam krąg zainteresowań i poszukiwań, staram się być bardziej elastyczna. To rozwija, uczy i wymaga ode mnie więcej. Im jest trudniej o dobry efekt, tym większa energia, zaangażowanie i wysiłek intelektualny z mojej strony. W rezultacie większa satysfakcja, jeśli uda mi się osiągnąć to, za czym biegnę.

Planowanie

Miejsce wybrane, sprzęt spakowany, ruszam w drogę. Plan jest tylko jeden – znaleźć się nad morzem i reszta pójdzie już z górki albo raczej z wydmy. Moje dotychczasowe fotografowanie nadmorskie opierało się na dosyć prostym schemacie. Wyruszam na przedświt z punktu A. W zależności od długości dnia albo wędruję do punktu B plażą przez cały dzień, albo wracam jeszcze przed zachodem do bazy wypadowej (w ciągu dnia pokonuję średnio 10km plażą). Wschodu czy zachodu słońca nie odpuszczam, mimo że nie przepadam za pejzażami morskimi w kolorze różowej czy żółtej landrynki. Mimo wszystko zawsze może wydarzyć się coś wartościowego.

Piękna pogoda

Nie ma dla mnie nic gorszego nad morzem niż tzw. piękna pogoda dla przeciętnego Kowalskiego – słońce i ciepło. Wtedy wolę odpoczywać i zbierać siły na lepszy dla mnie czas. Sprzyjający czemuś więcej niż kalendarzowe ujęcie wschodzącego słońca nad taflą wody.

Mój listopadowy wyjazd do Gdyni obfitował w naprawdę ciekawe warunki. Było niezwykle dynamicznie, padało, wiało, czasem na moment wyszło słońce. Nie było łatwo – w jednej ręce parasol głównie jako ochrona przedniej soczewki, a w drugiej szmatka do wycierania filtrów i z tego powodu brakowało nie raz trzeciej do przeniesienia statywu ze sprzętem.

Jaka jest zatem najlepsza pogoda? Z jednej strony taka, którą zastaniemy, bo nie mamy na nią wpływu. Z drugiej strony zachmurzone niebo, daje dużo większe możliwości w moim odczuciu, niż słońce na niebie.

Czego szukać nad morzem?

Trudność w fotografowaniu Bałtyku polega na tym, że krajobraz jest po prostu monotonny, w przeciwieństwie do górskiego. Bez problemu znajdziemy jednak elementy takie jak kamienie, falochrony, molo, boje czy chociażby torpedownia w Babich Dołach, które możemy wykorzystać, by urozmaicić kadr. Największym wyzwaniem fotograficznym będą na pewno puste plaże, na których króluje jedynie piasek (np. w Karwi). Pozostają wtedy poszukiwania fantastycznych tekstur i kompozycji, które tworzą na plażach morskie fale wraz z wiatrem. To coś, co lubię najbardziej.

Co zabrać ze sobą?

Zawartość mojego plecaka nie różni się w zasadzie od przeciętnego wyjścia w plener – body, obiektywy, filtry, drobne akcesoria i statyw. Nie ma żadnej taryfy ulgowej.

Nad morzem używam głównie szerokiego kąta, w przeciwieństwie do wielu innych miejsc, w których króluje teleobiektyw. Zdecydowanie częściej używam także filtrów ND 3.0 i 1.8, 0.9 w celu rozmycia wody oraz gradientowych ND z twardym przejściem.

Krótkie podsumowanie

Jeżeli akurat wyglądasz przez okno, jest szaro, buro i pada – nie rezygnuj z fotografowania. Większość fotografii, która ilustruje ten artykuł, powstała właśnie przy takiej pogodzie.