4 lata temu zaczęłam fotografować Kraków o poranku. Wszystko zaczęło się dosyć zwyczajnie. Któregoś zimowego weekendu, zamiast w góry, ruszyłam nad Wisłę…

Warunki nie były wymarzone, do mojego ideału brakowało naprawdę dużo. Do tego byłam spóźniona, bo zaspałam a w dodatku po wyjściu, w biegu, zgubiłam rękawiczki i musiałam się wrócić. Bez większej nadziei na udane kadry, ruszyłam szybkim tempem w stronę kładki ojca Bernatka.

Na miejsce dotarłam po pół godzinie. Uzbrojona m.in. w Canona 100-400 f/4.5-5.6L IS (przyznacie, że to bardzo miejski obiektyw? 🙃) czekałam na tę jedną jedyną chwilę. Bez statywu czy monopodu, z ręki (lubię to i ciągle praktykuję!), bez trybu seryjnego, zrobiłam tylko jedną fotografię łabędzia przelatującego pod kładką.

Wybieram…

Przez wcześniejsze 6 lat zajmowałam się głównie krajobrazem górskim (Bieszczady, Beskid Niski, Pieniny, Tatry). Przy ograniczonym czasie do dyspozycji i nowym temacie na tapecie, musiałam decydować na co poświęcić weekendowe świty. Zdarzało się, że pozostawał niesmak złej decyzji, kiedy warunki sprzyjały w miejscu, z którego zrezygnowałam.

Nie było już odwrotu

Miałam świadomość, że fotografia miejska / uliczna to krok we właściwą stronę. Kierunek, o którym myślałam od jakiegoś czasu. Wybierałam jednak do tej pory zawsze łatwiejszy temat, dobrze znany i już przepracowany, mimo że nie dawał mi już satysfakcji. Ot, taki życiowy paradoks.

Poszłam na całość

Podjęłam ryzyko i zrobiłam pierwszy krok, przyszły także kolejne. Na boczny tor odsunęłam kolor; we krwi mam czerń i biel więc ta forma ekspresji jest dla mnie całkowicie naturalna. Zwróciłam się także bardziej w stronę minimalizmu, który jest mi zdecydowanie bliższy niż bogactwo i nie mam na myśli tylko stanu posiadania. Nie poszukuję już tylko spektakularnych scen, uczę się zauważać „to coś” obok.

Ewolucja nie rewolucja

Moja droga przypomina bardziej ewolucję niż rewolucję; powolnego dojrzewania do pewnych decyzji. Czy to dobrze czy źle? Trudno mi to ocenić. Może dzięki temu nie zgubiłam czegoś po drodze a może wręcz przeciwnie, coś mi uciekło? To nie ma znaczenia, bo to już jest historia.

Krajobraz > miasto

Moje podejście do fotografowania miasta jest w pewnym sensie podobne do krajobrazów. Dlaczego? Fotografuję od wschodu słońca, kiedy to zaczynam poszukiwania klimatu, jakiego nie znajdziemy o innej porze dnia. Jedynie w przypadku krajobrazu, zwykle w wybranym miejscu jestem już od przedświtu i mam zawsze statyw przy sobie 😉.

Q&A

Zdarza się, że otrzymuję pytania od Was, czy moje zdjęcia to pojedyncza ekspozycja oraz jakie techniki fotograficzne i obróbkę stosuję? Cóż… najprostsze z możliwych. Skupiam się na treści, nie na możliwościach w postprodukcji, co wymaga jednak „wychodzenia i wystania” kadrów. Nigdy nie dodaję ludzi, ptaków etc, jednym słowem nie robię fotomontaży. Klimat zdjęcia to też efekt w pełni naturalny.

Nowe już czeka

Zdaję sobie sprawę, że temat Krakowa nie będzie moim oczkiem w głowie przez dziesiątki lat. W pewnym momencie także on zapełni się setkami zdjęć i nie będzie już dla mnie wyzwaniem. W którą stronę pójdę dalej? Sama jestem ciekawa 😉 Niejeden pomysł mam w głowie…

Garść statystyk

W ciągu 4 lat udało mi się zrealizować 22 fotograficzne poranki. Nie jest to liczba imponująca nawet w skali jednego roku, z pewnością chciałabym dużo więcej. Może jednak więcej nie znaczyłoby lepiej 🤔, jak myślicie?